10 lat istnienia Graj Po Polsku!

Historia pod skrzydłami husarii honyaku polskiego centrum romhackingu grajpopolsku na przestrzenii 10 lat

Dziadek kupił mi na bazarze grę na Pegasusa. Ale to nie była gra jak Mario, Contra, czołgi czy wszystkie inne. Miało w sobie coś niezwykłego, specyficzny klimat, dużo rozwiązań zupełnie niepodobnych do gier na Pegasusa. Świetną grafikę, zapadającą w pamięć muzykę. Gra o jajku stylizowanym na Indiana Jonesa całkowicie mnie urzekła. Fantastic Adventures of Dizzy, bo o tej grze mowa, posiadała sporo tekstu (z perspektywy dziecka) w języku angielskim. Żeby łatwiej ją ukończyć, postanowiliśmy z bratem rozpracować ją na części pierwsze. W zeszycie rozrysowaliśmy mapy, przedmioty i ich przeznaczenie, każdy szczegół, który mógł zbliżyć nas do jej ukończenia. Do wspomnianych opisów w obcym wtedy języku angielskim, używaliśmy słownika. Całą grę przetłumaczyliśmy w zeszycie. Tak powstało moje pierwsze tłumaczenie. Kilka lat później, w wieku kilkunastu lat, przez stronę dizzy.pl, Nintendencję i kilka innych stron, odkryłem, czym jest romhacking. Absolutnie magiczna wtedy dla mnie sprawa – sprawić, by twoja ulubiona gra była po polsku. Skąd chęć modyfikacji swoich gier, by były po polsku? Nie wiem. Ale ta chęć, pasja oraz setki podobnych historii sprawiły, że rozwinęło się i dalej tworzy grajpopolsku.

Słyszeliście, żeby ktoś tłumaczył sobie Final Fantasy w zeszycie? Setki zapisanych stron? To historia Norka. Fascynacja grami Nintendo, kiedy prawie nikt nie traktował tej marki poważnie w Polsce? RPG i jego Nintendencja. Kultowe jRPGi, istne perełki, na mało znaną platformę SNES? Mziab. Modyfikacje PlayStation 2 znane na scenie światowej i Okami przetłumaczone lepiej niż z japońskiego na angielski? Ffgriever. Pokemony po polsku, których liczba ściągnięć pobiła wszelkie rekordy? Dark Archon.

Wymieniać można długo, bo wybitnych osób i tłumaczeń na scenie pojawiło się mnóstwo. Uczestnictwo w tym wszystkim było świetną okazją, by poznać wielu niezwykłych ludzi o niesamowitych umiejętnościach, których ksywki nawet po tych dziesięciu latach dalej wpadają w oko, gdy przeczesuję Internet. Wybitni tłumacze, świetni graficy, programiści, czy też osoby, które potrafiły to wszystko naraz. Często uberinteligentne osoby, który skupiły się, tworząc rzeczy z pozoru dziwaczne – bo komu się opłaca, całkowicie za darmo, tłumaczyć gry i udostępniać je w sieci?

Ale grajpopolsku, jak i scena tłumaczeń, to nie tylko samo tłumaczenie. Robienie czcionek, grafik, tłumaczenie tekstu. To społeczność, która wymieniała się poglądami, doświadczeniami, pasją, umiejętnościami. To właśnie było dla mnie największą wartością dodatnią uczestniczenia w tej społeczności. Grajpopolsku w ogromnym stopniu ukształtowało mój światopogląd, było odskocznią od tego, czego mogłem nauczyć się od rówieśników.

A z mojego punktu widzenia, te dziesięć lat wyglądało tak…

EPOKA KAMIENIA – Hon’yaku

W maju 2008 roku dostałem prywatną wiadomość od Norka na forum Nintendencji. Ponoć nie chciał robić konkurencji dla Nintendencji (ale na swoje forum ściągał ;P). Forum nazywało się Honyaku (co znaczyło strapon po japońsku, czy coś podobnego) i opierało się na dwóch pierwszych projektach Norka – Dragon Ball na GBA i Final Fantasy 1 na NESa. Projekty wykazywały się dużą jakością – przetłumaczone czcionki, grafiki, świetne tłumaczenie. Ogromna w tym zasługa użytkownika o nicku ma_Rysia i Norka. Na forum zaczęły się schodzić kolejne osoby – przyszedł na zaproszenie Berion, a wraz z nim ffgriever. Kontakt ffgrievera z Norkiem zaowocował prześwietnym projektem na PS2 – Okami. Ale w naszym romhackerskim światku zaczął się przecierać nowy, do tej pory ściśle rozdzielony świat – tłumaczeń PC. Aktywnie zapraszani użytkownicy znajdowani na różnego rodzaju forach, wyłuskiwani w plikach readme tłumaczeń, ściągani z tłumaczeniowej listy Nintendencji, zaczęli tworzyć fajną grupkę, i zaczęły powstawać kolejne, ciekawe tematy na forum Honyaku. Po jakimś czasie narodziła się nowa idea – stworzenia centrum tłumaczeń, które zunifikuje całą społeczność w jednym miejscu. Nieoficjalnie do tej pory za takie miejsce była uważana Nintendencja – niestety RPG coraz rzadziej udzielał się na scenie tłumaczeń.

http://grajpopolsku.pl/forum/viewtopic.php?f=44&t=32

EPOKA ŻELAZA – PCRH.PL, czyli Polskie Centrum Romhackingu

Po dyskusji i dobraniu ochotników, powstało PCRH. Centrum tłumaczeń, które miało za zadanie otworzyć się na fanów tłumaczeń poprzez stronę www, jak i skupiać samych tłumaczy i osoby związane ze sceną poprzez forum. Zadaniem również było zebrać cały dorobek sceny w jednym miejscu, jako kontynuację idei listy tłumaczeń Nintendencji. Przy pracach na stronie pomagał abrasante, chociaż nie warto wymieniać tu jego nicku, bo koniec końców okazał się plagiatorem (kto pamięta kwiatek PCRH?) i osobą, która ostatecznie więcej zaszkodziła, niż zrobiła dobrego. Ale nic to, bo najważniejsza była społeczność, która rosła w siłę. Coraz większa, z coraz ciekawszymi osobami. Popularne projekty, wykazujące się niesamowitą jakością i dbałością o szczegóły, działały jak magnes nie tylko na tłumaczeniowych freaków, ale również zwykłych fanów zacnej idei, jaką jest tłumaczenie gier. Ale grajpopolsku nie było miejscem, gdzie głaskano po główce za samą chęć tłumaczenia – co to, to nie. To było miejsce wymagające, gdzie zawsze dostawałeś surową, ale sprawiedliwą ocenę swojej pracy. Marzenia o tłumaczeniu gier pryskały jak bańki u młodych adeptów tłumaczeń, lecz Ci najlepsi, wykazujący się talentem i determinacją, mogli przez to przebrnąć i czerpać garściami z ogromnej wiedzy doświadczonych użytkowników, a także dostać pomoc, czy też zebrać zespół gotowy sfinalizować projekt. Na scenie zaczęły się pojawiać nowe twory, dołączył niezwykle charyzmatyczny Manuel Czaszka ze swoimi projektami na PSX, które trzaskał na potęgę… w zwykłym hexedytorze. Robił po swojemu, w swoim małym światku, trzaskając jak wściekły kolejne linie tekstowe, czasami bez czcionki, całkowicie chałupnicza praca. Było niezwykle istotne, by właśnie tacy ludzie jak Manuel dołączali do sceny i nabierali jakościowej ogłady doświadczonych wyjadaczy scenowych. Wspomniany kompan dołączył do PCRH i stał się jej niezwykle ważnym ogniwem. Ale Polskie Centrum Romhackingu nie mogło być dalej tym, czym jest, a już na pewno w takiej formie. Zaczął się coraz silniejszy wpływ tłumaczeń na PC, mendosa ze swoimi przygodówkowymi projektami, grupa SCUMMPL ze świetnymi tłumaczeniami przygodówek z serii Monkey Island czy LOOM, twig i jego nieograniczone możliwości tłumaczenia i pisania programów do edycji zasobów gier. Rozrost społeczności był coraz silniejszy, romhacking w przypadku nowych konsol mijał się z celem, przyszedł czas na zmiany.

EPOKA BRĄZU – GRAJPOPOLSKU.PL

Zanim powstało grajpopolsku, powstał niezwykle ważny w historii tej strony KRZYKACZ ®. Czyli zwykły czat, shoutbox dla użytkowników forum. Miejsce spotkań, gorących dyskusji, narodzin wielkich projektów, jak i dram. Tu też powstała aktualna nazwa strony (posiada ktoś jeszcze screen z tej dyskusji?). To tu też odchodzili obrażeni doki10, który później za punkt honoru postawił sobie wszelkimi możliwymi środkami konkurować i opluwać GPP, czy twig (podobno świetnie sobie radzi w oficjalnych tłumaczeniach, mam nadzieję, że może coś skrobnie z okazji X-lecia). Na krzykaczu często spędzało się całe wieczory, dyskutując na każdy możliwy temat. Dla mnie osobiście niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju miejsce, w którym nabyłem ogromną wiedzę i które w pewnym stopniu mnie ukształtowało.

Grajpopolsku to również okres walk z ludźmi, którzy żerowali na GPP. Głównie portal24h, który całkowicie wycofał się ze swojej działalności (gównoburza z tym portalem trafiła nawet na główną stronę strony wykop.pl). A także niesamowita wręcz sytuacja na scenie – sprawa z tłumaczymy w rytmie serca i grupą BDIP czy playloc. Cała historia gównoburzy z dokim10 i jego działalnością to materiał na oddzielny artykuł. Czy gównoburze były potrzebne, ciężko jednoznacznie stwierdzić. Moim zdaniem wywoływały emocje, jednoczyły społeczność, wywoływały burzliwe dyskusje, a wiele osób śledziło je z wypiekami na twarzy. Doszło do sytuacji będącej ewenementem na skalę sceny tłumaczeń – powstawały tłumaczenia do tych samych gier, zarówno przez BDIP jak i … grajpopolsku, prowadzone przez Norka. Niestety ze strony dokiego doszło do wielu nieuczciwych zagrywek, który świadczyły jedynie o jego niezwyklej podłości. Cóż, doki odpuścił, a gpp… tłumaczy do dziś :)

EPOKA ŻELAZA – GRAJPOPOLSKU.PL w nowej odsłonie

Ciekawym wydarzeniem był rozpad Iron Squad. Byli członkowie założyli nową, świetną grupę doświadczonych ludzi, która wiele wniosła do rozwoju GPP. Jeden z nich, voythas, jest odpowiedzialny za nową odsłonę strony, a jego partnerka stworzyła świetne, nowe logo GPP, które stało się symbolem strony (tu osobiście muszę przeprosić vhs i jego partnerkę, myliłem się, logo jest świetne). Strona dostała nowoczesny design, prężnie zaczął się rozwijać fanpage na Facebooku, który ma już prawie 23 tysiące fanów! Z tłumaczeń gier na stare konsole jeszcze z lat 90., które były na początku działalności, przodują teraz najnowsze tytuły PC. Trafiają się oficjalne tłumaczenia, zainteresowanie projektami wykazuje GOG. Projekty tworzone są online, przez profesjonalne oprogramowanie do tego stworzone. Co roku jest nabór na tłumaczy, grajpopolsku zaczyna przypominać organizacją i zasobami profesjonalną firmę tłumaczeniową. GPP przetrwało te 10 lat i nadal ma się świetnie.

Tylko na tym Krzykaczu ®… Tak jakby ciszej…

Dziękuję GPP za te 10 lat. To kawał historii mojego życia. Pozdrawiam wszystkich, których udało mi się poznać i z którymi spędziłem setki godzin, pisząc o sensie istnienia i o owłosionych zadkach. Wiele nicków pominąłem, całkowicie niesłusznie, bo w hali sław należy się miejsce każdemu, kto interesował się tłumaczeniami od fanów – dla fanów.

Troll z gpp – bem

Ogłoszenia Publicystyka

O autorze

Norek

Twórca Graj po polsku, japonista, tłumacz, korektor, tester.